Ostatnio przeglądając Internet wpadłem na artykuł w którym kierowców wyzywa się od idiotów i dlatego należy zastąpić ich autonomicznymi samochodami. A może by tak myślących w ten sposób zastąpić sztuczną inteligencją?!

Na jednym z największych portali technologicznych pojawił się artykuł w którym redaktor naczelny twierdzi, że kierowcy to idioci i najlepiej zastąpić ich maszynami, które za nich będą prowadzić samochody. Następnie na tym samym portalu pojawił się kolejny artykuł w którym to usiłują nas przekonać do autonomicznych samochodów typu Google Car w których będziemy już tylko pasażerami bo my przecież nie potrafimy jeździć.

Tego typu myślenie można posumować w trzech krokach.
01 # | Ludzie to debile: jak nie masz sensownych argumentów to najlepiej powiedzieć, że ktoś jest DEBILEM. Nie trzeba się wtedy zagłębiać w problem tylko wrzucić wszystkich do jednego worka z napisem IDIOTA i po sprawie.
02 # | Wincyj ograniczeń, wincyj: Jeśli uznamy, że ludzie to debile to trzeba ograniczyć ich zasięg więc wprowadzamy masę ograniczeń, durnych praw i kar. Wszystkiego ma być więcej bo to przecież rozwiązuje wszystkie problemy.
03# | Technologia ratuje świat: skoro już nie da się nakładać więcej kar, więcej ograniczeń, a ludzie to dalej idioci to należy wymienić wszystkich na maszyny i wtedy świat będzie bezpieczniejszy i szczęśliwszy.

Ja tam nie twierdzę, że super z nas kierowcy, bo zawsze znajdzie się jakiś “niezrównoważony ktoś” na drodze, ale to nie oznacza, że mają nas wszystkich wrzucać do jednego worka, a tym bardziej w taki sposób ograniczać, ponieważ nie tędy droga. Nie da się wszystkiego rozwiązać przepisami prawa, a tym bardziej technologią. Doszliśmy już do punktu w którym: nowe przepisy czy jeszcze mocniej rozwijająca się technologia bardziej nam szkodzi niż pomaga. To jest ten moment w którym należy “zburzyć” to co jest i postawić całkiem nowy system, który zaprocentuje w przyszłych latach, ale aby to zadziałało to trzeba najpierw zrozumieć istotę problemu, O tym właśnie jest ten artykuł…

Poniżej przedstawiam moje top 3 złego podejścia do komunikacji na naszych drogach. Lekko żartobliwie, ale w punkt. Daj znać co o tym myślisz.

01: Ludzie to nie debile, tylko system edukacji jest tragiczny.

Myślę, że poniższy przykład dobrze zobrazuje jak beznadziejny mamy system edukacji dla przyszłych kierowców.

Mam 18 lat i zapisałem się na prawo jazdy. Najpierw muszę opanować teorię, potem nauka jazdy i na końcu egzamin. Teoria, tak samo jak w szkole, wykuwam bez zrozumienia bo tak robią wszyscy, a jazdy to z firmą która dumnie nosi nazwę: BEZSTRESOWA NAUKA JAZDY.

Na pierwszych takich zajęciach dowiaduję się gdzie otwiera się maskę samochodu, poznaję podstawową obsługę auta, potem trochę nauki i jazdy na placu manewrowym no i w końcu z przemiłym panem jedziemy w trasę.
Poruszam się z zawrotną szybkością 40 km/h za mną sznur aut długości chińskiego muru i coś mnie zastanawia czy czasem nie powinienem jechać trochę szybciej…ale przemiły Pan mnie poprawia i mówi, że tak właśnie wygląda: bezpieczna i prawdziwa jazda samochodem. W ten sposób poruszam się już do samego końca kursu, a w międzyczasie szlifuję parkowanie. Poświęcam temu tyle czasu, ponieważ od tego właśnie zależeć będzie życie miliona ludzi! Nie uczę się jak zachowuje się samochód w różnych sytuacjach, Pan instruktor także nie stara mi się wyjaśniać różnych sytuacji na drodze bo to nie istotne, ważna jest płynna jazda z prędkością 40 km/h i parkowanie bo cel mam tylko jeden: zdać prawko, a nie nauczyć się jeździć.
Egzamin zdany, prawko w ręce no to czas na pierwszy wypad samochodem: biorę furę od rodziców, jadę po kumpli i nagle okazuje się, że jak naciskam mocniej gaz to auto jedzie szybciej niż 40 km/h, więc jedziemy szybciej… zbliża się zakręt i nagle dzieje się coś dziwnego z samochodem… nie skręca, no to PANIKA i mocniej skręcam, ale auto zamiast tego wpada do rowu! Na miejscu zdarzenia Policja daje jedyną słuszną diagnozę: „niedostosowanie szybkości”, świadkowie wypadku stwierdzają: „młodym szaleńcom powinno się odebrać prawo jazdy”, a zwolennicy nowych technologi mają kolejny argument, aby zastąpić kierowców autonomicznymi robotami. Tylko Ty patrzysz na to i widzisz, że coś tu nie gra!

Dzisiejszy kurs prawa jazdy daje nam mały ułamek tego co nas potem czeka na drodze, a wymaga się od nas jak od doświadczonego kierowcy. To tak jakbyś pozwalał dziecku w wieku około 7 lat pobawić się z Tobą przy gotowaniu: mały pomaga Ci podawać składniki, coś tam zamiesza, wrzuci do garnka… a Ty po którymś tam razie mówisz do niego: no to teraz sam ugotuj obiad. Wiesz, że to się nie uda!

Ja nie twierdzę, że na kursie prawa jazdy trzeba uczyć się jazdy rajdowej, ale to co teraz jest to jest kpina. Ktoś po takim kursie i egzaminie nie wie nic, wszystkiego musi uczyć się sam, eksperymentować na każdym kroku, ale droga to nie gra komputerowa gdzie masz guzik reset i możesz zacząć od nowa. Dlatego trzeba zmienić pojęcia: „zdać prawo jazdy” na „nauczyć się jeździć” i dostosować do tego cały system edukacji przyszłych kierowców.

02: Im więcej zakazów i nakazów tym gorzej dla nas…DUŻO GORZEJ.

Zobaczcie sobie jakiś film o zwierzętach na ANIMAL PLANET, przypatrzcie się dokładnie jakie one są czujne…cały czas wiedzą co się dzieje wokół nich. Ich instynkt samozachowawczy jest ustawiony na maksymalną czujność, ponieważ wiedzą, że od tego zależy ich życie.

Teraz weź dla przykładu człowieka i jego instynkty, a szczególnie przypatrzmy się kierowcom. Nasze instynkty są już na tragicznym poziomie, w skali od 1 do 10 to tak myślę, że około dwóch, a wszystko przez kolejne nakazy i zakazy które Ci mówią – przestań myśleć, prawo wie co jest lepsze dla Ciebie i słuchaj tylko tego co jest w przepisach.

Potem niestety dzieją się sytuacje jak ta poniżej:

Jadę sobie swoim samochodem na zakupy, nagle zza zakrętu na moim pasie pojawia się jadący z przeciwka inny samochód w którym kierowca zbyt optymistycznie podszedł do manewru wyprzedzania. Tylko, że ja jadę dalej, jak gdyby nic się nie działo, nie przyhamuję, nie zjadę trochę z drogi, bo przecież… mam pierwszeństwo, jestem na swoim pasie. Co tam, że zaraz zostanę wbity w fotel przez innego uczestnika ruchu i może do końca życia będę jadł przez słomkę… to nie ma znaczenia bo: MAM PRAWO TAK JECHAĆ.

W tym właśnie jest problem, z jednej strony dzięki prawu jesteśmy w stanie poruszać się po drogach, a z drugiej usypia nasze instynkty, a wręcz czasami się ich pozbywa. Idealnym tego przykładem są sytuacje na przejściach dla pieszych: kiedyś piesi bardziej zwracali uwagę czy nie nadjeżdża auto, aby przypadkiem nie wejść pod koła i przy tym nie zginać. Teraz prawo mówi, że: pieszy ma pierwszeństwo, więc wiele ludzi wchodzi na pasy nie zwracając uwagi czy zbliża się samochód. Zapominają o konsekwecjach, nie myślą o tym, że auto może nie wyhamować i sprawić, że do końca życia będą jeździć na wózku inwalidzkim… oni tego nie widzą bo ich instynkt samozachowawczy został wymieniony na regułki prawa.

Nie chodzi o to, aby znieść prawo i zrobić dzicz na drogach, ale zamiast nakładać więcej ograniczeń dawać ich właśnie mniej. Ludzie poradzą sobie w każdej sytuacji, tylko trzeba dać im trochę swobody, aby znowu zrozumieli, że od tego jak jeżdżą, jak się poruszają zależy ich życie. Wystarczy pojechać do Rzymu i zobaczyć na czym to polega: przepisy, przepisami, ale kierowcy przede wszystkim orientują się co dzieje się na drodze – trzeba uważać na inne auta, tysiące skuterków, a pomiędzy tym biegający turyści i jakoś wszyscy sobie radzą. W Niemczech także jakoś bezpieczniej jest na autostradach, a są odcinki gdzie nie ma ograniczeń, więc nie przepisy a większa świadomość kierowców poprawia bezpieczeństwo.

03: Technologia powinna nam pomagać, a nie nas wyręczać.

Dzisiaj technologia idzie w złym kierunku: zamiast nam pomagać zaczyna nas wyręczać, przez co przestajemy być kierowcami, a zaczynamy być pasażerami na miejscu kierowcy. Zresztą popatrz na poniższe przykłady.

Przykład pierwszy

Jadę na wakacje nad polskie morze i akurat jestem na autostradzie. Mam nowoczesny samochód, ale jeszcze ten który Ci pomaga, a nie Cię wyręcza, więc: kiedy wjeżdżam na boczną linię to fotel delikatnie mi pulsuje, mam czujniki przy lusterkach, które podpowiadają czy nie ma samochodu w martwym punkcie. Cała ta technologia pomaga mi w prowadzeniu, ale w niczym mnie nie zastępuje, więc jestem skoncentrowany na jeździe. Dzięki temu dostrzegam z przodu np. dużo dymu na drodze co wygląda na to, że ciężarówce wystrzeliła opona. Samochody przede mną ostro hamują, ale ja widziałem tę akcję odpowiednio wcześnie więc także dużo wcześniej hamuję i spokojnie omijam przeszkodę.

Przykład drugi

Tym razem moje auto to pełny hi-tech, gdzie mam takie cudo jak auto-pilot. Ustawiam zakres prędkości i w sumie nic innego nie ma do roboty. Auto samo przyśpieszy, zwolni, skręci kierownicą i w razie wykrycia niebezpieczeństwa wyhamuje za mnie. Więc jeśli nie muszę skupiać się na jeździe to co robię: rozluźniam się, rozmawiam, rozglądam i coraz bardziej „odpływam” myślami do moich wakacji, gdzie leżę na plaży i piję zimnego browara. Nagle ta sama sytuacja, samochody ostro hamują bo z przodu ciężarówce rozwaliło oponę, ja jednak nie zauważam tego odpowiednio wcześnie bo jestem gdzieś indziej i budzi mnie dźwięk ostrzegawczy mojego auto-pilota i auto gwałtownie hamuje, zatrzymując się przed przeszkodą – SUKCES… Nie do końca, ponieważ przez to, że tak późno moje auto zaczęło hamować, kierowca za mną nie dostrzegł świateł hamowania i jemu się nie udało… ładuje się prosto w tył mojego auta i wakacje spędzam na łÓżku szpitalnym zamiast na leżaku na plaży.

Widzisz różnicę: w pierwszym przypadku technologia Ci tylko pomaga w Twojej jeździe, a co za tym idzie Ty dalej musisz się skupić na prowadzeniu. W drugim technologia mówi Ci: „zrelaksuj się” ja zrobię to za Ciebie, ale wiesz co się dzieje jak się relaksujesz: wyłączasz się, przechodzisz w stan czuwania, tym samym przestajesz obserwować co się dzieje na drodze. Zresztą, co ja tam będę gadał, tutaj macie trzy przykłady:

Na pierwszym Pan sobie uciął drzemkę podczas jazdy swoją Teslą: LINK

Drugi, gdzie auto pilot nie potrafi poradzić sobie z prostą przeszkodą na drodze, bo nikt mu nie zrobił miejsca, aby zmienił pas: LINK

Niestety doszło już do pierwszej tragedii, gdzie zginął człowiek bo zaufał autopilotowi z Tesli: LINK

Wiadomo, że to dopiero początek tej technologi i będzie coraz lepsza, tylko wraz z jej rozwojem my będziemy coraz gorszymi kierowcami, którzy nie będą sobie w stanie poradzić z prostymi sytuacjami na drodze. Potem jak już będzie bardzo źle to kupimy sobie te autonomiczne samochody w stylu Google Car, który w środku nie będzie miał: kierownicy czy hamulca i w razie niebezpieczeństwa pozostanie nam tylko zrobienie sobie pożegnalnego selfie bo nie będziemy mieli jak się ratować jak auto uzna, że najlepszą opcją dla nas będzie wbicie się wprost pod koła np. ciężarówki!
Technologia – jak najbardziej, ale tylko taka która nam pomaga, a nie robi z nas prowadzące warzywa!

Kilka słów na koniec.

Dla mnie najgorsze jest to, że aktualnie wszystkie rozwiązania prowadzą do naszego ubezwłasnowolnienia. Począwszy od systemu nauk kierowców, który z nauką jazdy nie ma nic wspólnego, a tylko na zarobieniu na kursantach. Po drugie przez taki system faktycznie młodzi kierowcy nie mają wyobraźni i powodują wypadki, przez co politycy wymyślają ciągle nowe ograniczenia, które w niczym nie pomagają, a wręcz przeciwnie, tylko nas ograniczają. Teraz jeszcze ta nowa technologia, która zamiast nam pomagać, zacznie nas upośledzać do tego stopnia, że nie będziemy potrafili zaparkować samochodu, bo zrobi to za nas automat…a na końcu pozwolimy się wpakować do jeżdżącej puszki, która będzie decydować o naszym życiu… mnie się to nie podoba!

Z kobiecej PERSPEKTYWY

POPIERAM przez ogromne P

Jestem mega przeciwna technologiom, które mają za nas decydować zwłaszcza jak prowadzić samochód, jak poruszać się na drodze.
Technologia, innowacja – super, spoko, ale nie róbmy z ludzi totalnych niemyślących debili.

Jeżeli to ma pomóc np. niepełnosprawnej osobie być bardziej samodzielną – ok, super sprawa, ale jeżeli technologia ma odebrać nam umiejetność samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji – odpada. Mówię stanowczo NIE!
Jak tak dalej pójdzie to będziemy jak w bajce:
Co do NAKAZÓW i ZAKAZÓW.

Po raz kolejny POPIERAM.

Co za dużo to niezdrowo nawet w kwestii prawa. Zresztą niejednokrotnie widać, że ludzie gubią się w tych wszystkich nakazach i zakazach i tak wychodzi z tego masło maślane. Jak tak dalej pójdzie to nawet na pójście do toalety trzeba będzie mieć zgodę i oczywiście wytyczne.
A odnosząc się do zakazów i nakazów drogowych to oczywiście nie popieram piractwa, ale ograniczanie prędkości w niektórych miejscach np. do 40 km/h czy nawet 50 km/h jedynie powoduje ziewanie i nudność za kierownicą co tym samym nie zwiększa bezpieczeństwa.
To by było na tyle z mojej strony 😉

Gabriela Łukoszek

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o