W jednym z poprzednich wpisów pastwiliśmy się z Grzegorzem (ale tylko troszeczkę) nad zachowaniami kierowców i pasażerów na drodze oraz tuż poza nią. W tym wpisie chcielibyśmy poświęcić nieco uwagi i gorzkich słów pewnym zjawiskom, które towarzyszą i naszym zdaniem psują współczesną motoryzację. Ladies and gentlemen, please start your engines:

Świat zalewają elektryki. Żeby nie było, rozumiem ducha postępu i absolutnie nie mam nic przeciwko innowacjom, ale spójrzmy prawdzie w oczy: elektryczne samochody nie są wcale krokiem na przód jeżeli chodzi o motoryzację. Nie zamierzam Ciebie przekonywać jeśli wychodzisz z innego założenia, ale proszę poświęć pół godziny Twojego cennego czasu i postaraj się bez uprzedzeń i z otwartym umysłem obejrzeć ten oto materiał: LINK Podkreślam, że chodzi mi o SAMOCHODY, a nie na przykład transport publiczny, maszyny budowlane, roboty i wszelkiej innej maści urządzenia służące człowiekowi. Lista przykładów gdzie według mnie elektryczność ma sens byłaby zbyt długa, żeby ją tutaj przedstawić – zatem wracam do sedna.

Wkurza mnie brak alternatywy i wmawianie nam, że czarne jest białe. Chcę mieć po prostu wybór: czy zdecyduję się na prąd, czy mój głos oddam na benzyniaka, czy pójdę w diesla, a może w wodór – chcę mieć możliwość wzięcia pod uwagę różnych czynników, zanim dokonam wyboru i wydam swoje PLN. Pozwólcie nam decydować, nie narzucajcie swoich wizji. Jeśli chcę mieć czerwone auto – to takie ma być, jeśli chcę auto rodzinne, to dajcie mi taką opcję, a jeśli chcę sedana – to taki ma stanąć w moim garażu! A propos sedanów i innych typów nadwozi – patrz punkt kolejny!

SUVizm. Nie chcę i nie będę się powtarzać, stąd zapraszam tutaj: dlaczego SUVy w mojej ocenie zabijają motoryzację.

 

Regulacje i utrudnienia zwane przepisami unijnymi. Początkowo chciałem użyć słowa “normy”, ale ten termin kojarzy się raczej z normalnością, a w przypadku pozakładanych przez unię kagańców ten wyraz pasuje tu jak świni siodło. Okey, znowu muszę doprecyzować: nie neguję Unii Europejskiej, strefy Schengen, etc. – czepiam się bezsensownych przepisów dławiących koncerny motoryzacyjne i niszczących motoryzację, a wszystko niby w imię ekologii.

Dużo już zostało powiedziane na ten temat, dużo naukowych publikacji ujrzało światło dzienne, a wydarzenia ostatnich tygodni związane z kondycją motoryzacji w czasie pandemii pewnego ustrojstwa pokazują dobitnie, że tak dalej się po prostu nie da! Po stokroć się tak nie da, jeśli dodamy do tego kwestię poruszoną w punkcie pierwszym. BASTA! (w tym miejscu zapraszam szanownych Czytelników do zapoznania się z naszymi innymi publikacjami dotyczącymi stanu motoryzacji – dostępnymi na naszych stronach www, grupie na Facebook’u oraz oczywiście na kanale YouTube.

Wszechobecna elektronika i gadżetomania. Zacznę od pytań: czy masz nadal wrażenie, że to Ty prowadzisz samochód, czy może jednak, że to komputer steruje Twoim pojazdem? Czy dzięki tym wyświetlaczom, ekranom dotykowym, kamerom, sygnałom dźwiękowym, pstryczkom, guziczkom, pizdryczkom Twoje skupienie za kółkiem jest większe? Czym tak naprawdę jest dla Ciebie clou jazdy samochodem? Nie neguję tutaj systemów bezpieczeństwa, absolutnie! Ale czepiam się tych elektronicznych gadżetów rozpraszających uwagę, niestabilnych systemów, dziurawego oprogramowania, wadliwych i zawodnych rozwiązań, przerostu formy nad treścią.

A skoro już o wadliwych i zawodnych rozwiązaniach mowa, to:

Jakość i trwałość wykonania. Większość z nas zapewne słyszała legendy jakoby Mercedes dzięki modelom w123 i w124 otarł się o bankructwo. I oczywiście nie chodzi tutaj o słabą ich sprzedaż, lecz o brak konieczności ich naprawiania, czy częstego serwisowania – co według przekazów międzypokoleniowych miało przyczynić się do braku gotówki z tegoż tytułu w kieszeni producenta z Niemiec. Jasne, używane wówczas materiały były inne, przepisy były bardziej przychylne producentom, wymagania klienta różniły się znacząco od współczesnych oczekiwań, rozwiązania techniczne były inne, ale… według mnie nowe jest wrogiem dobrego. A najlepiej o tym wiedzą księgowi, którzy obecnie decydują o obliczu motoryzacji.

Idzie nowe. No właśnie, wywołałem wilka z lasu. Kiedyś wystarczył ołówek i ekierka, teraz excel i tabelki. Byli styliści, studia projektowe, była sztuka, finezja, charakter, emocje i ambicje. Teraz mamy słupki sprzedażowe, słupki sprzedażowe i słupki sprzedażowe. Lifting goni lifting, szybko i masowo wprowadzane są modele, kolejne wersje różnią się od siebie często tylko oznaczeniem, bazują na tych samych platformach, podzespołach, rozwiązaniach, brakuje odwagi w projektowaniu. Wciskają nam samochody drzwiami i oknami (a jak się nie da to nawet kominem), wmawiają że auta są niezawodne i oszczędne, narzucają nam jak mamy patrzeć na motoryzację (patrz chociażby punkt 2). Zysk jest na tyle duży i opłacalny, że takie afery jak dieselgate, czy masowe akcje serwisowe nie stanowią dla tych dużych graczy problemu. Problemy za to spadają na nas: częstsze naprawy, ceny części i usług, drogie auta naszpikowane gadżetami (za które przecież płacimy, a których tak naprawdę nie potrzebujemy – patrz punkt 4), regularne serwisowanie, itp. itd. Krótko mówiąc: piniondz i księgowi.

Brak odpowiedniej gamy modelowej. Jeśli wszystkie powyższe punkty zepniemy klamrą, to okaże się, że mamy odpowiedź odnośnie stanu dzisiejszej motoryzacji w Europie. Wybieramy z tego co jest, a nie z tego co chcielibyśmy aby było. Spora część z nas tylko przemieszcza się pojazdem, a nie prowadzi samochód w pełni tego słowa znaczeniu. Jakże wielu osobom udało się wmówić, że czarne jest białe, a SUV to samochód (żart dla spuszczenia nieco ciśnienia). Dla mnie obraz jest rozczarowujący: chcę mieć możliwość wyboru, chcę mieć alternatywy, chcę słyszeć dźwięk silnika (punkt 1), chcę wybierać spośród sedanów, coupe, GT, kombi, terenówek czy też vanów (punkt 2), chcę miejsca dla samochodów różnych (punkt 3), wreszcie chcę decydować za ile kupię samochód, czego od niego oczekuję i co chcę mieć na jego pokładzie (punkt 4), chcę mieć poczucie, że dowiezie mnie do celu, a po drodze dostarczy emocji (punkt 5 i 6).

Taki jest nasz manifest, takiej motoryzacji sobie i Wam życzymy!

Radek Wójcicki

Powered by Autonowa

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Radek WójcickiMichałKrzysztof Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof
Gość
Krzysztof

“nie neguję Unii Europejskiej” – a widać powinieneś. Bo tak się składa, że wszystkie te kretyńskie pomysły rodem z Brukseli, to nie jest efekt tego, że “ktoś nie pomyślał”, tylko odwrotnie – CAŁKOWICIE PRZEMYŚLANYM DZIAŁANIEM. Bo niszczenie motoryzacji i (przy okazji) forsowanie elektryków, to jest właśnie naturalna konsekwencja przyjętych zasad stanowiących fundament ideologiczny Unii (anty)Europejskiej (komunistycznych), a nie błędem w sztuce rządzenia. To że nie ma dziś albo nie będzie na rynku europejskim wielu wspaniałych fur jak np. Toyoty Landcruiser V8, Mazdy RX-8 i wielu innych, a zamiast “normalnych” silników mamy uturbione pierdziawy o pojemności kartonu mleka (wszystko wskazuje, że… Czytaj więcej »

Michał
Gość
Michał

Wszytskie problemy motoryzacji opisane w bardzo delikatny spsób i dobrze, bo takie teksty zachęcają do dyskusji na temat problemów motoryzacji. Chociaż osobiście uważam, że mogłeś bardziej ostro potraktować Unię Europejską i jej “normy”, które moim zdaniem bardzo hamują rozwój. Zaś odbiegając od tematu, bardzo przyjemny artykuł i miło się czytało.

Radek Wójcicki
Admin

Regulacje unijne i ich zgubny wpływ na motoryzację to temat rzeka i wymaga dłuższego elaboratu, a ten wpis w zamyśle miał przedstawić pokrótce zagadnienia, z którymi nie do końca się zgadzamy. Pozdrawiam.