Już na wstępie zaznaczę, iż chodzi o jedyny taki egzemplarz na świecie. Zatem jeśli w konkluzji dojdziesz do wniosku, że to jednak American Dream – to miej świadomość istnienia sporego prawdopodobieństwa, że w Twoim przypadku się nie spełni. A jeśli dodam do tego fakt, iż obecnie przechodzi gruntowną renowację, to ten sen może stać się koszmarem. Ale do rzeczy.

Czy osoba Jay’a Ohrberg’a jest Wam znana? Być może świadomie NIE, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że przynajmniej raz widzieliście w kinie lub w telewizji jedno z jego dzieł. Ohrberg jest bowiem nie tylko kolekcjonerem samochodów, ale również twórcą wielu pojazdów, które można było oglądać w akcji na dużym i małym ekranie. Wehikuł czasu na bazie DeLoreana DMC-12 z „Powrotu do przyszłości”, Ford Gran Torino którym jeździli Starsky i Hutch, Dodge Charger „General Lee” z serialu i filmów „Diukowie Hazzardu”, KITT z „Nieustraszonego” – to tylko niektóre z jego projektów. A że ów jegomość działał na rynku amerykańskim i do tego “robił” w Hollywood, to w jego dorobku nie mogło zabraknąć limuzyny… a ta z kolei musiała być oczywiście słusznych rozmiarów – made in America!

Pomysł na zbudowanie takiego krążownika szos pojawił się pod koniec lat 80. Prace rozpoczęto od pokrojenia kilku Cadillaców Eldorado z 1976 r… i wyrzucenia z nich prawie wszystkiego na śmietnik. Z oryginału pozostały jedynie przedni i tylny pas samochodu oraz trochę galanterii wraz z kołami… których liczba znacznie się zwiększyła w trakcie procesu tworzenia pojazdu i osiągnęła pułap 26 sztuk. Długość całkowita pojazdu wynosiła 30,5 m. To wystarczyło aby w połowie lat 90 ta dość specyficzna limuzyna trafiła do Księgi rekordów Guinnessa. Do napędu zastosowano dwa silniki V8 o pojemności 7.0 i 8.2 litra. Moce pojedynczych motorów (podawane według zaleceń normy SAE J1349, czyli z uwzględnieniem osprzętu, ale bez skrzyni biegów) wahały się w zakresie od 180 (gaźnikowy 7.0) do 215 KM (8.2 z wtryskiem paliwa). Napęd za pośrednictwem 3-biegowego automatu trafiał na koła przednie. Pierwszy z silników prawdopodobnie ulokowano pod wydłużoną przednią maską. Służył on do napędzania jednej z przednich osi. Drugi silnik znajdował się pomiędzy kabiną pasażerską a jacuzzi, co zdradzają boczne wloty powietrza. Ano właśnie – nie wspomniałem wcześnie, że w pojeździe znajdowała się wanna z bąbelkami, a nad nią lądowisko dla śmigłowca (patrz raz jeszcze zdjęcie powyżej). We wnętrzu znajdowało się również łóżko wodne i cała masa jakże potrzebnego blichtru:

Jednym z problemów tej konstrukcji był fakt jej sporadycznego użytkowania, co w konsekwencji doprowadziło ją do długiego spoczynku na jednym z parkingów w New Jersey. Poniższe nagranie pochodzi z 2013 roku, natomiast do renowacji przystąpiono latem 2019 roku.

I gdyby nie obywatel Covid-19 to zapewne w amerykańskich news’ach, obok bujnej czupryny Trump’a, moglibyśmy podziwiać teraz ten wytwór iście amerykańskiej fantazji, odrestaurowanej przez grupkę młodych pasjonatów. Pytaniem pozostaje czy efekt ich prac faktycznie zasługiwałby na miano American Dream… Poczekajmy zatem do wiosny 2021.

Radek Wójcicki

Powered by Autonowa

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o