Na świecie rośnie liczba składowisk samochodów i nie mam tutaj absolutnie na myśli sieci komisów. Chodzi o samochody nowe oraz te wycofane z rynku przez producentów, którzy na ten problem zdają się spuszczać zasłonę milczenia.

#1 Gospodarka rynkowa i nadprodukcja

To zjawisko dotyka spory odsetek producentów. Początkowo jest popyt na dany model, zatem firma zwiększa jego produkcję, a potem moda się zmienia i klienci przestają nagle dany samochód kupować. W konsekwencji producent zostaje z wyprodukowanymi samochodami na placu i musi szukać rozwiązania na ich jak najszybszą sprzedaż – czasami poniżej kosztów produkcji, gdyż…

#2 Zmiana rocznika, modelu auta, tzw. lifting

Dlaczego producenci samochodów często skrywają daty premier nowych modeli oraz maskują wygląd testowanych prototypów? Bo zdają sobie sprawię, że wprowadzenie nowego modelu spowoduje znaczący spadek zainteresowania modelem obecnie oferowanym. Być może problem nie jest aż tak poważny w przypadku modeli, które przyzwyczaiły już rynek do częstych zmian: Focus, Corolla, czy Golf, gdyż w ich przypadku obniżenie ceny na krótko przed wprowadzeniem ich następcy spowoduje wzmożone zainteresowanie klientów. A jeśli producent wprowadzi dodatkowe promocje na wyposażenie takich samochodów (które to wyposażenie zresztą mogłoby zalegać mu na półkach), to mamy poniekąd rozwiązanie kwestii “zmiany pokoleń”. A co dzieje się z samochodami nie aż tak rozpoznawalnymi jak w/w, które bazują na swojej legendzie? 

 

Idźmy dalej. Pod koniec roku kalendarzowego producenci prześcigają się w pomysłach, jak sprzedać modele z mijającego roku. Stosują promocje i różne zachęty (tudzież przynęty), ale i tak auta z wbitym poprzednim rokiem produkcji na VIN często zalegają place. Niektórzy poradzili sobie z tym problemem w dość prosty sposób: zaczynają rok modelowy w sierpniu i już od sierpnia można kupić auto, w którego numerze VIN jest wbity rok następny. W ten sposób można wyprzedać auta z rocznika obecnego do końca roku, a potem spokojnie sprzedawać kolejny rocznik (w USA np. sprzedaje się samochody nie według daty produkcji, a roku modelowego – stąd często auto wg. VIN jest autem o rok starszym, niż deklaruje sprzedający. Co więcej w niektórych krajach rokiem produkcji auta jest data jego pierwszej rejestracji). Miejmy jednak na uwadze, że nie każdy producent stosuje taką politykę, a wręcz nie ma takich możliwości gdyż… 

#3 Unia… przepisy… zmiany homologacyjne

WLTP (Worldwide Harmonized Light-Duty Vehicles Test Procedure) to skrót, który spędza sen z powiek producentom samochodów. To nowe przepisy homologacyjne, które weszły w życie w 2019 roku i dotyczą pomiarów zużycia paliwa. Do tej pory pomiary takie przeprowadzano w laboratorium podczas symulowanej jazdy (i niektórzy producenci nimi manipulowali – o czym będzie poniżej). Silnik podczas takiej symulowanej jazdy zużywał mniej paliwa, aby jednocześnie obniżyć emisję dwutlenku węgla. Przekręt wyszedł na jaw, gdy klienci kupując takie pseudo-oszczędne auto odkrywali, że ich samochód pali zdecydowanie więcej, niż na papierze. W konsekwencji reklamowali taki pojazd, po czym reklamacja zostawała oddalona, a w uzasadnieniu dowiadywali się, że zużycie paliwa badane było w podstawowej wersji samochodu, a każdy kilogram wyposażenia dodatkowego to większe zużycie paliwa.

Aby ukrócić takie praktyki wprowadzono właśnie WLTP. Jazdy mają się odbywać w dynamicznym ruchu ulicznym. I nagle okazało się, że samochody zaczęły palić więcej. Co więcej, normy te przewidują osobną homologację dla każdego silnika, w każdej wersji wyposażenia. W rezultacie producenci bardzo mocno ograniczyli gamę silników w swoich autach, a już wyprodukowane samochody z silnikami, które nigdy nie będą homologowane, powędrowały na place. Dodatkowo sam proces homologacji jest dość uciążliwy dla producentów i tworzą się kolejki chętnych na homologację, a wyprodukowane auta nie mogą być sprzedawane, więc … zalegają na kolejnych placach.

 

#Dieselgate

To pokłosie afery z oszustwami dotyczącymi zaniżania wyników emisji spalin. W skrócie – producent samochodów celowo zaprogramował silniki Diesla TDI, tak aby ograniczenia emisji zanieczyszczeń były aktywowane jedynie podczas laboratoryjnych testów emisji spalin. Zainstalowane oprogramowanie spowodowało, że emisja tlenku azotu w pojazdach niemieckiego producenta spełniała amerykańskie normy podczas wymaganych testów, natomiast podczas jazdy w realnym świecie była do 40 razy wyższa. Szwindel odkryła grupa naukowców z Uniwersytetu Wirginii Zachodniej. Podczas procesu sądowego stwierdzono, że około 11 milionów samochodów wyprodukowanych przez koncern VW nie spełnia normy emisji spalin. Volkswagen musiał nieodpłatnie naprawić problem albo odkupić samochody od swoich klientów, co w przypadku obywateli zza wielkiej wody skutkowało milionowymi odszkodowaniami, masowym zwrotem pojazdów i zapełnieniem placów dieslami (do tego stopnia, że producenci zmuszeni byli do wynajmowania dodatkowych powierzchni, a nawet zakupowania ziemi na cele ich składowania!). Samochody te skazane są na powolną śmierć, chyba, że z pomocą przyjdą kraje, w których ochrona środowiska jest nadal tematem marginalnym (Go Poland!).

Z jak dużym problemem się mierzymy? Szacuje się, że liczby sięgają milionów. 

Teoretycznie obowiązek utylizacji tych aut spoczywa na producencie. Jednak jest to proces dość kosztowny i dla wielu nieopłacalny. W konsekwencji auta te będą stały i rdzewiały, zaśmiecając tym samym środowisko. Czy są inne rozwiązania? Może warto rozważyć odsprzedaż takich samochodów różnym organizacjom humanitarnym czy misjom pokojowym na całym świecie. To oczywiście nie rozwiąże problemu nadprodukcji.

W idealnym świecie produkowalibyśmy tyle aut, na ile jest zapotrzebowanie: zamawiasz samochód, wpłacasz zaliczkę i po kilku tygodniach odjeżdżasz nowym autem. Jest tutaj jedno duże “ALE”: klienci płacą za samochód i chcą nim wyjechać na drogi natychmiast. A żeby było to możliwe, to producenci muszą produkować więcej niż by to wynikało z realnego zapotrzebowania. I mamy błędne koło.

Jeśli przepisy zmuszą producentów do utylizacji nadwyżek produkcyjnych – ceny samochodów drastycznie wzrosną. Utylizacja dodatkowo wiąże się z kwestią ekologii i zanieczyszczania środowiska. “Houston, mamy problem!”

Powered by Autonowa

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o