Ostatnio doszedłem do wniosku, że w naszym życiu często kierujemy się utartymi stereotypami. Gdy ktoś wchodzi do sklepu i kupuje jakieś ciuchy, bardzo rzadko zwraca uwagę na ich faktyczną jakość. Liczy się marka i znaczek na metce, a nie sama tkanina. Rzecz jasna nie twierdzę, że wszyscy tak robią ale odpowiedzcie sobie szczerze. Ileż to razy wybraliście buty Nike zamiast Reebok tylko dlatego, że to Nike? W różnych dziedzinach życia bardzo często nie oceniamy faktycznego stanu rzeczy obiektywnie. Śmiem twierdzić, że obiektywizm w dzisiejszych czasach jest wręcz nieosiągalny. Każdy z nas wyrabiając sobie opinię na dowolny temat podświadomie patrzy na daną sytuację przez pryzmat utartych stereotypów i przekonań. Które bardzo często są przecież błędne. A przynajmniej odrobinę przestrzelone.

Zatem odpowiedz sobie, droga czytelniczko bądź czytelniku na pytanie – kim jest dla Ciebie osoba, którą można nazwać Gentleman’em w brytyjskim tego słowa znaczeniu? Rzecz jasna część z Was ma przed oczami człowieka przedstawionego przez pryzmat takich produkcji jak Duma i uprzedzenie czy Cztery wesela i pogrzeb. Osobę, która posiada odpowiednie maniery. Zawsze chodzi w idealnie skrojonym odzieniu, pije herbatę tylko ze specjalnie do tego celu przygotowanej filiżanki o jedynej słusznej porze – 5 o’clock. W dodatku ma wysublimowany sposób wysławiania się, wszędzie gdzie się pojawi skupia na sobie odpowiedniego rodzaju uwagę i nigdy ale to przenigdy nie robi z siebie głupka. Co więcej osoba taka jest zawsze uprzejma i miła, nawet dla najgorszego wroga. Nawet jeśli jej sposób bycia jest odrobinę snobistyczny, to zawsze w szlachecki sposób. Uśmiecha się wtedy, gdy jest to stosowne. Bez względu na to, czy żart był zabawny czy też nie. Po prostu wypadało się uśmiechnąć.

Brytyjska herbatka

Jednym słowem kwintesencja „Brytyjskości”. Rzecz jasna nie istnieją tacy ludzie – to jedynie obraz Brytyjczyków takich, jakimi my nie-Brytyjczycy ich postrzegamy. Odrobinkę podkoloryzowany… ale nie do końca wyssany z palca. W Anglii etykieta nawet w dzisiejszych czasach gra bardzo ważną rolę, szczególnie w kręgu wyższych sfer. Wystarczy spojrzeć na zachowanie Królowej, jej najbliższej rodziny, służby czy słynną Gwardię Królewską. Wszystkie działania czy zachowania muszą być idealne. Zgodne z etykietą. Nie wolno rzucić ani jednego niepotrzebnego słowa na wiatr. Nie wolno zachować się inaczej, niż jest to wskazane. Jednak w codziennym życiu ciężko znaleźć kogoś, kto zawsze zachowywałby się idealnie. Rzekłbym nawet, że to niemożliwe.

Brytyjska Austin Mini

A jednak dążenie Brytyjczyków do idealnej zgodności ich zachowań z żelazną etykietą wciąż jest żywe. To przepiękny przykład jak bardzo chcą utrzymać wytworzony przez siebie stereotyp myśleniowy o ich narodzie. Jak wiele starań wkładają w utrzymanie postrzegania ich samych, jako wyłącznych i nieskazitelnych przedstawicieli grupy, która używać może legalnie przedrostka Sir oraz Dame. Jako, że Wielka Brytania jest także ojczyzną wielu ciekawych marek samochodowych, połączyliśmy wątki. Czy zatem uda nam się znaleźć współczesne, brytyjskie auto dla dzisiejszych, nowoczesnych szlachetnie urodzonych?

Brytyjska limuzyna

Po prawdzie w XXI wieku ciężko znaleźć samochód, który posiada po pierwsze brytyjski rodowód a po drugie jest nadal produkowany w Wielkiej Brytanii. Do głowy przychodzi mi kilka marek z brytyjskim rodowodem, ale każda z nich ma pewne problemy. Rolls Royce to w zasadzie BMW, Bentley zaś technicznie to VW. Poza tym, jeżeli stać Cię na któregokolwiek z nich to znaczy, że jesteś hrabią albo piłkarzem. Ewentualnie członkiem rodziny Królewskiej. A to oznacza, że nigdy tutaj nie trafisz, bo samochody zwyczajnie nie są w kręgu Twoich zainteresowań.

Brytyjska terenówka.

Brytyjska terenówka

Na pierwszy ogień dajmy zatem Land Rover’a. Od 2008 roku jest w rękach indyjskiego producenta Tata Motors, lecz brytyjskie akcenty widać w tej marce nawet dzisiaj. Sprzedawany obecnie model Range Rover nie jest aż tak powściągliwy i dystyngowany jak jego poprzednicy. Lecz na pewno nie można odmówić mu klasy. Masywna sylwetka przywodzi na myśl swojego rodzaju władczość. Wciąż potrafi zadziwić nie jedną prawdziwą terenówkę w naturalnym środowisku, lecz najbardziej nadaje się na drogi asfaltowe. Niestety w moich oczach zbyt mocno utkwił obraz korpoludków, bogatych pań i panów prezesów z Mokotowa i Śródmieścia, którzy jeżdżą Range Rover’ami nie ze względu na jego możliwości. Kupują go tylko i wyłącznie dlatego, że jest modny. Tak nie zachowuje się prawdziwa Dame czy Sir. Range Rover dziś w niewłaściwy sposób zwraca na siebie uwagę. Jest zbyt krzykliwy, zbyt błyszczący. To tak, jakby Królowa Elżbieta do idealnie skrojonej spódnicy i marynarki założyła nagle szpilki z odkrytym palcem. Z mniejszymi modelami Land Rover’a jest jeszcze gorzej, idźmy zatem dalej.


Dziki kocur.

Kolejną, bardzo brytyjską marką, jest Jaguar. On również w 2008 roku przeszedł w ręce indyjskiej Taty. Nie będę tym razem owijał w bawełnę – sposób w jaki Dżaagi wyglądają, ich dźwięk i poziom wykończenia cholernie mi się podobają. Lecz czy prawdziwy Sir chciałby takim autem jeździć? Dzisiejszy Jaguar ma dosyć okrojoną gamę modelową w porównaniu do Mercedesa czy BMW ale mimo wszystko jest w czym wybierać.


Pominę F-Pace i E-Pace – jak wiecie nie przepadam za SUV’ami. Ponadto nie są wystarczająco powściągliwe. No i teraz wszyscy nimi jeżdżą – ciężko jest więc w nich zachować klasę. O elektrycznym I-Pace także nie ma mowy, bo to idealny samochód dla ludzi, którzy pragną krzyczeć dookoła „patrz na mnie, dbam o środowisko!”, niszcząc przy tym kraje trzeciego świata odpadami z baterii. Tak nie postępuje żadna prawdziwa Dama ani Gentleman. Za to coupe Jaguara czyli F-type jest, co tu dużo mówić – cudowne.

Brytyjska wyścigówka
F-Type – wręcz zjawiskowy. Niestety jest też odrobinę zbyt krzykliwy… dla mnie wprost idealny. Dzięki Bogu nie mam tytułu szlacheckiego.

Ze swoją doładowaną V-ósemką brzmi świetnie, a do tego wygląda nieziemsko. Lecz tak jak w przypadku Range-Rover’a jest zwyczajnie zbyt krzykliwe. Oscentacyjne i trochę szalone. Ja brałbym w ciemno ale jestem w tej szczęśliwej sytuacji, w której podczas składania podpisu nie muszę zawracać sobie głowy przedrostkiem Sir. I tym razem bardzo się z tego cieszę. Jednak to co najbardziej odpowiadałoby kanwie wysublimowanego gustu to limuzyny Jaguar’a – XE, XF i XJ. To klasyczne auta typu sedan o sportowym zacięciu.


XE jest mniejszy i bardziej nastawiony na sportowe wrażenia. XJ to typowa konkurencja Mercedesa S klasy – wielka, luksusowa limuzyna, w której będziecie świetnie się prezentować, szczególnie jeśli macie swojego kierowcę. XF natomiast jest pewnym kompromisem pomiędzy światem luksusu, a sportowymi wrażeniami. Rzecz jasna o wyborze każdego z nich decydować będzie zapewne zasobność portfela naszych szlachciców. Jednakże świat nie kończy się na Dżaagu, prawda?


Klasa sama w sobie.

Trzecią bardzo brytyjską marką jest Aston Martin. Tym razem ciężko dojść do kogo w zasadzie należy Aston. Wśród właścicieli pojawia się Ford, który w 2007r. teoretycznie sprzedał Astona, lecz zachował sobie 15% jego udziałów. Od 2013r. część udziałów (5%) posiada Daimler AG, reszta pozostaje w rękach David’a Richards’a, John’a Sinders’a i jakiejś spółki z Kuwejtu. Pomijając ten czysto polityczno – państwowy galimatias należy jedynie stwierdzić, że Aston Martin jako jedyny jest jeszcze, przynajmniej częściowo, w rękach Brytyjczyków. Czy to dobrze, czy źle – nie mi to oceniać. Wszyscy zapewne znacie tą… ekhm… słynną brytyjską jakość wykonania. Prawdę mówiąc zaskakującym jest dla mnie fakt, jak wiele uwagi Brytyjczycy potrafią przyłożyć do spieprzenia czegoś w aucie. Jednakże patrząc na Astona którego wciąż produkują od razu przestaję myśleć o tym, do kogo właściwie należy ta marka i jak bardzo Brytyjczycy pracowali nad jego Brytyjskością. Jedna kwestia pozostaje bezsprzeczna i nawet nie próbujcie z nią dyskutować – Aston’y prezentują się wyśmienicie. To jedne z najpiękniejszych aut… co ja mówię aut. Najpiękniejszych owoców wytwórstwa przemysłowego ludzkości. Mam wrażenie, że jako jedyne superluksusowe samochody zachowały klasę same w sobie.

Aston Martin DB11
Aston Martin DB11

Bez względu na to, który model wybierzecie – obecnie produkowane (Vantage, DB11, DBS, Rapide) czy też wcześniejsze modele (DB9, Vanquish, poprzedni DBS), z silnikami V8 czy V12 – każdy jest wręcz cudowny.

Aston Martin DB9
Aston Martin DB9

A co ważniejsze, żaden z nich nie jest przesadnie oscentacyjny. Emanują wręcz dobrym gustem i nie wydzierają się wniebogłosy tak jak na przykład Ferrari. Przyciągają wzrok i uwagę pięknymi liniami, lecz nie kłują w oczy swoją stylistyką i miliardami przetłoczeń jak Lamborghini. Nie zrozumcie mnie przy tym źle – uwielbiam dźwięk Ferrari i wygląd Lambo. Tylko, że ja mogę je uwielbiać. Niektórzy nie mają tyle szczęścia i zapewniam, że powiedzą coś w rodzaju „oh to odrobinę nietaktowne jeździć czerwonym, sportowym kabrioletem z tak głośnym wydechem”. Nie dlatego, że tak faktycznie uważają. Po prostu wypada w ten sposób wyrazić swoje zniesmaczenie.


Aston Martin Vantage

Dzieło sztuki dla prawdziwych koneserów.

Z powyższych informacji domyślacie się już zapewne, który model wybrałem. Lecz jak zapewne wiecie, mam o wiele większe pole do popisu. Otóż mnie nie obowiązuje etykieta. Mogę więc popełnić swego rodzaju faux pas i wybrać krzykliwego Jag’a F-type. Jednak co w przypadku osoby o nienagannym ubiorze i wzorowej kulturze osobistej? Jaguar XE, XF i XJ nadają się nieźle… lecz mają pewien problem. Polega on na tym, że XE do garnituru założył trampki. W dzisiejszych czasach jest to może uznawane za powiew świeżości i kreatywności. Lecz na pewno nie zostałby przyjęty ciepło na salonach. XF i XJ z kolei to auta z klasą i o odpowiedniej prezencji, przyznaję. Nadają się idealnie dla kogoś kto chce mieć auto luksusowe, lecz z osobistych pobudek nie przepada za Niemcami (jest w ogóle ktoś, kto za nimi przepada?). Rzucają się one w oczy chcąc wyróżnić się wśród nawałnicy Beemek 7 i Audi A8 lecz robią to w bardzo subtelny sposób. Świadczą o wysublimowanym smaku nabywcy, jednocześnie dużo mówią o jego braku wrażliwości na sztukę i rozrzutności. Dlaczego? Otóż ceny nowego XJ zaczynają się od 430 000 zł. I trzeba przyznać, że to spora sumka. Lecz wydawanie, ciężko przecież zarobionych pieniędzy, na auto super luksusowe, które nie ma odpowiedniego silnika to kpina. Jak to nie ma silnika spytasz? Ano tak to. Jaguar XJ obecnie występuje jedynie z jednostką 3.0 V6. Diesel. XF oprócz trzylitrowego i dwulitrowego klekota oferuje również jednostkę benzynową. Tak zgadliście – 2.0 z turbinką. To jakieś nieporozumienie… Za cenę nowego XF czy XJ z powodzeniem można kupić kilkuletniego Aston’a. A nic nie świadczy lepiej o właścicielu niż posiadany przez niego silnik V12. Tym bardziej, że dla osoby, uważającej się za Damę czy Gentleman’a, nie ma ważniejszej rzeczy w życiu niż zachowanie dobrego smaku, stylu i etykiety. Od takich osób wymaga się jeszcze jednej rzeczy – wrażliwości i szacunku dla dzieł sztuki.

Aston Martin 6.0 V12

Aston Martin’y z V12 są idealnym odzwierciedleniem etykiety brytyjskiej. Nie są wybitnie szybkie. Nie są także oszczędne, tak w eksploatacji jak i w serwisie. Ani też szczególnie praktyczne czy specjalnie zaawansowane technologicznie. Można rzec, że to dinozaury. Ale, mój Boże, czymże są jeśli nie prawdziwym dziełem sztuki? Nawet, jeżeli raz na jakiś czas będą wymagały generalnego remontu… znaczy… wypadałoby powiedzieć… poświęcenia odrobiny uwagi ze strony ekspertów w zakresie budowy i inżynierii technicznej.


Z perspektywy Grzegorza

W tym miejscu powinna pojawić się moja subiektywna opinia na temat poruszony powyżej, lecz nie mam zamiaru odkrywać Ameryki na nowo. Tym razem, ku mojemu szczeremu ubolewaniu, zgadzam się w stu procentach z moim przedmówcą. Ja również odstrzelam wszystkie SUV’y, w tym też Land Rover’a, z bardzo prostego powodu. Stały się zbyt codzienne. A przy tym zbyt krzykliwe i odrobinę za bardzo niemieckie. Range Rover to BMW X5 z innym znaczkiem, a to nie jest styl, który byłby szanowany na salonach. Pasuje raczej do rapera niż do prawdziwego gentleman’a.

Z Jaguarem mam również podobny problem co Mateusz. Wszelkiego rodzaju Pace’y kompletnie odbiegły od klasycznych i stonowanych linii. Poza tym to crossover’y, a jak już zdążyliśmy ustalić to kompletnie do nas nie przemawia. Limuzyny Jag’a jakiś jeszcze czas temu robiły robotę ale teraz? Gdy pod pokrywą silnika znaleźć możemy jedynie namiastkę tego, z czego słynął prawdziwy, klasyczny Dżag? To się nie godzi. Za to F-Type, pomimo, że mi również diabelnie się podoba jest niestety zbyt krzykliwy. To auto, które krzyczy głośno dookoła do wszystkich “hej, patrzcie na mnie!”. W takim aucie Dame wyglądałaby nieco głupio. Może dla nowoczesnego Sir’a by pasował ale jedynie w wersji V6, która jest nieco ugrzeczniona. Mimo wszystko F-Type jest wciąż odrobinę nietaktowny. A jak wiemy, taki być po prostu nie może.

Prawdziwym za to kunsztem klasycznej, brytyjskiej motoryzacji jest właśnie Aston Martin. I pomimo, że ciężko teraz mówić o poszczególnych markach czy są w stu procentach brytyjskie, francuskie, niemieckie czy włoskie to Aston zachował swój charakter. Jest po prostu… odpowiedni. Bez względu na to który, nowy czy odrobinę starszy model wybierzesz, Sir, będziesz prezentował się w nim godnie… Sir. Aston’y zwracają na siebie uwagę w pewien szczególny i charakterystyczny sposób. Dokładnie w taki, w jaki powinna zwracać na siebie Dame podczas bankietu. Najbardziej za to imponuje mi tym, że w dzisiejszych czasach, podczas gdy wszyscy inni producenci kombinują z elektrykami i silnikami o pojemności kawy espresso, Aston sprzedaje model Valkyrie, którego największy smaczek znajduje się we wnętrzu tej nieco zwariowanej, acz przepięknej sylwetki. Mowa o 1013 konnym potworze o pojemności 6,5 litra. Na tym nie koniec, bowiem jednostka ta jest wolnossąca. Żadnego turbodoładowania, żadnego kompresora. Czysta, niczym nieskażona moc wolnossącej V12-tki. To odpowiednia jednostka do takiego auta. Jednym słowem idealna.

Aston Martin Valkyrie
Aston Martin Valkyrie – jak na hiper samochód wygląda wyjątkowo elegancko.

Jak dla nas, Aston Martin będzie idealnym wyborem dla prawdziwej Dame bądź Sir. A co Wy sądzicie? Może macie inne zdanie na ten temat? Dajcie znać w komentarzu !

I pamiętajcie, życie jest zbyt krótkie, żeby jeździć autem…
o niewłaściwym charakterze… 😉


Źródła:
wheelsage
Czy silnik koniecznie musi być z przodu?

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments