Każdy z nas stoi w życiu przed wyborami, co do których przykładamy mniejszą lub większą wagę. Wiadomo, że kierunek studiów to rzecz istotna ale prawdziwe wybory zaczynają się w miejscu, w którym zatarta jest granica pomiędzy sukienką a spódniczką. Ja do dziś nie potrafię dostrzec różnicy. Dla części z Was wybór samochodu na co dzień sprowadza się zapewne do określenia koloru i typu nadwozia dostosowanego do preferencji osobistych. Lecz musicie wiedzieć, że istnieje grupa ludzi, dla której wybór auta stanowi odrobinę większe wyzwanie niż dobór koloru skarpetek. Jaka marka? Który model? Z jakim silnikiem? No i najważniejsze – czy będę dobrze w nim wyglądać?

Ostatnio w tym kontekście dużo rozmyślałem o marce BMW. Wiem, że wiele osób ceni sobie auta produkcji bawarczyków i nie będę ukrywał, że założenia tej marki również i do mnie przemawiają. Nie ma co ukrywać, auta ze znaczkiem „M” należą do czołówki światowej w kategorii sportowych emocji jakie dają swojemu kierowcy. „Radość z jazdy” to nie tylko pusty slogan marketingowy ale odzwierciedlenie ducha tych maszyn. Rzecz jasna najwięcej radości dają modele M – M2, M3, M4, M5 i tak dalej, jednak jazda na co dzień autem sportowym generuje dwa główne problemy. Po pierwsze jedyni pasażerowie jakich możesz zabrać ze sobą na pokład to Twoi niewolnicy – nikt o zdrowych zmysłach i wolnej woli nie da sobą rzucać na lewo i prawo przy akompaniamencie ryku silnika tylko dlatego, że kierowca nie potrafi się opanować. A wierz mi, w tych autach bardzo ciężko zachować zimną krew. To ten typ aut, które cały czas szepczą Ci na ucho „chodź poświntuszyć…”.
Po drugie zaś, co wynika w pewnym sensie z pierwszego problemu, prawdopodobnie mieszkać będziesz pod mostem, bo całą wypłatę wydasz jak najszybciej na paliwo i nowy komplet opon. Moim zdaniem kierowcom BMW M i Mercedesów AMG na stacjach benzynowych zamiast proponować hot doga z kawą w zestawie, powinno się ich pytać „czy życzy Pan/Pani doliczyć sobie komplet opon na tylną oś?”. Zatem mamy ustalone – chcesz eMkę, ale resztki szarych komórek podpowiadają Ci: mam znajomych, mam rodzinę i nie chcę ich zamieniać na komplet opon, który starczy mi zaledwie na 300 km. Czy to znaczy, że muszę sobie kupić rodzinnego VAN’a? Nic z tych rzeczy. Bawarczycy przewidzieli propozycję także dla takich „rozsądnych” chciałoby się rzec nudziarzy, jak Ty i oferuje poza hardcore’owymi odmianami M także wersję sedan. I wbrew temu co sobie teraz myślisz, nie oznacza to wcale, że od dziś będziesz jeździć nudną do bólu rodzinną limuzyną…

BMW e90 sedan drifting

Które BMW serii 3 ma największy… charakter?

No dobrze powiesz sobie ale BMW sprzedaje mnóstwo limuzyn, serię 3, 5, 7 i jak by się uparł to i czterodrzwiowa wersja dwudrzwiowej wersji czterodrzwiowej wersji trójki czyli seria 4 gran coupe się załapie i jest jeszcze seria 6 z czterema furtkami, która w sumie jest piątką… hola hola, nie idźmy aż tak daleko. Seria 5 i 7 to luksusowe limuzyny i nie mają nic wspólnego z lekkością i sportem. Dziwactwa w postaci czterodrzwiowych wersji dwudrzwiowych wersji czterodrzwiowych sedanów także sobie odpuśćmy, jakkolwiek uroczo by się one nie nazywały. Pójdziemy dziś klasyką czyli Seria 3 w sedanie. I najlepiej zacząć od…

BMW E21

BMW 323i e21

Od początku, czyli od serii 3 o oznaczeniu kodowym E21. Jest to pierwsza BeeMka z serii trzeciej. Lekka, zwinna, klasyczna linia sedana. Niestety ma dwie poważne wady jako kandydatka na żonę na co dzień. Szansa, że znajdziesz taką w nienagannym stanie za rozsądne pieniądze jest porównywalna do trafienia dziewicy w Nowym Orleanie. A jeśli już jakimś cudem kupisz tego, bądź co bądź klasyka, może okazać się… jakby to powiedzieć najdelikatniej… odrobinę niedzisiejszy. Mimo wszystko chylę czoła dla wytrwałych!

BMW E30

seria 3 e30 sedan

Bardziej odpowiednia wydaje się druga generacja trójki czyli BMW E30. To też oldschool i typowo analogowa maszyna, ale jeżeli należysz do miłośników marki, youngtimer’ów lub po prostu nie przeszkadzają Ci mankamenty aut z tamtych lat – śmiało bierz E30. Jest wciąż osiągalna i będzie już tylko zyskiwać na wartości. Osobiście znam ludzi, którzy jeżdżą E30 na co dzień, nawet ze słabymi mocowo motorami. Ja już dawno wstawiłbym do garażu, założył żółte tablice, dbał, kochał i nie sprzedawał. Oni zaś nie wyobrażają sobie przesiadki na inne „nowoczesne badziewie”. Rozumiem i zapewniam, że szacunek na drodze będzie porównywalny z E21.

BMW E36

BMW e36

Płynnie zatem przechodzimy do trzeciej generacji czyli BMW E36. Zapewne wielu z Was pamięta czasy, gdy poczciwa trójka była wyszydzana, wytykana palcami i wyśmiewana jako dresowóz, burakowóz i remizowóz. Dlaczego? Otóż stała się ofiarą domorosłych tunerów, którzy z jakiegoś powodu upodobali sobie nieszczęśnicę i katowali na każdym wolnym parkingu pod marketem. Gdy ci sami ludzie stawali przed problemem serwisu okazywało się, że nie stać ich na podstawowe części, stan tych aut drastycznie spadał i w efekcie większość z nich to jeżdżące złomy i skarbonki. Zostały więc zajeżdżone na śmierć, trafiły na złomowiska lub stały się dawcami części. To oznacza, że ich cena obecnie mocno poszła w górę i kupno zadbanego egzemplarza nie jest aż takie trudne o ile przygotujemy się na dosyć wysoką cenę skądinąd ponad 25 letniego auta. Ale czy ktoś zastanawiał się jaki był powód aż takiego uwielbienia E36 przez młode pokolenia? Odpowiedź była prosta – to najlepiej prowadzące się, najlepiej znoszące ciężkie warunki pracy i jedno z najlepiej wyglądających aut ówczesnych czasów w swoim przedziale cenowym. Linia E36 w sedanie zachowała klasyczną bryłę poprzednich generacji, zdaje się być elegancka i sportowa zarazem. O wiele doroślejsza w porównaniu do E30, jednak wciąż atletyczna i lekka. Jest wręcz jak idealna żona – na co dzień cicha i wygodna, wystarczająco cywilizowana, żeby pokazać się z nią na mieście. Niegdyś wyszydzana, teraz wyrosła na niezłą laskę. W dodatku jeśli będziesz dla niej dobry odwdzięczy Ci się niezapomnianymi wrażeniami z jazdy. No i znalezienie takiej w dzisiejszych czasach wiąże się z włożeniem masy wysiłku, czasu i pieniędzy.

BMW E46

seria 3 e46 sedan

Łatwiej na pewno będzie z czwartą trójką czyli E46… wyliczając te wszystkie generacje mam wrażenie jakbym odliczał do rozkazu rozstrzelania. Ah ci Niemcy, wszystko muszą mieć pod linijkę… Wracając, E46 to pierwsza trójka, która wciąż jest szeroko dostępna na rynku. Ponadto jest to chyba jedna z najładniejszych beemek, jakie wyjechały z Bawarii. Posiada w sobie lekkość i zwinność poprzedniczki, okraszoną odrobiną makijażu i modnymi ciuchami. Trójka w sedanie z M pakietem prezentuje się fenomenalnie ale ma jeszcze jednego asa w rękawie. To ostatni prawdziwy bimmer nie udający kogoś kim nie jest. Drewno wewnątrz jest drewnem, aluminium jest zrobione z aluminium i choć tego nie pomalujesz, to wciąż jest chłodne w dotyku niczym dłoń umarlaka. Poza tym pod maską nie znajdziesz wymyślnych 1.5 twinpower turbo burbo sky active not for emotion, tylko prawdziwe silniki BMW. Coś, z czego słyną bawarczycy – sześciocylindrowe jednostki rzędowe. Zatem pomijając podstawowe 1.6 czy 1.8 – 320i to 2.0 R6, 325i to 2.5 R6, 328i to 2.8 R6 a 330i to 3.0 R6. I wiem, że po liftingu już zaczęli mieszać z oznaczeniami ale to E46 jest ostatnią serią 3, w której poczuć możemy tą „Niemieckość” w obyciu, dotyku i nazewnictwie. Nawet dla miłośników ornitologii i bocianów znajdzie się coś na osłodę – trzylitrowy turbodoładowany diesel R6, który kulturą pracy zawstydzić potrafi nie jedną benzynową R-czwórkę. Niestety za kierowcą E46 ciągnie się obecnie podobna łatka jaka niegdyś towarzyszyła wszystkim jeżdżącym E36. Rzecz jasna z podobnych względów wiele samców alpha zwraca swoje kroki ku salonom Bawarczyków – to po prostu kawał dobrego, twardego w obyciu jak czołg auta, które zasługuje na miano sportowej limuzyny. Nawet, jeżeli dostało odrobinkę brzuszka przekraczając magiczną 40tkę.

BMW E90

e90 sedan przedlift

Największy problem mam z kolei z E90. Problem polega na tym, że to auto cierpi na pewien rodzaj choroby dwubiegunowej… już tłumaczę. Sedan E90 przed liftingiem wygląda jak… no cóż, Chris Bangle miał chyba wtedy swój gorszy dzień. Wersja kombi przypomina mi biednego kundelka, który na swoich mizernych łapkach ledwo się może utrzymać. Z drugiej strony po liftingu wróciły odpowiednie rysy twarzy. Wrócił naciągnięty na koła przód i kształtny tyłeczek. Zabiedzony kundelek dostał się do rodziny zastępczej, która go umyła, wyczesała i nakarmiła. Teraz znowu może gryźć i o dziwo potrafi warczeć. Nie tyczy się to trójki w coupe, która od początku wyglądała dobrze, jednakże ta generacja ma swoje problemy w postaci… księgowych. Księgowych, którzy odebrali użytkownikom prawdziwe aluminium zastępując je plastikiem, utrudniając serwis auta i komplikując proste czynności w maksymalnie niezrozumiały sposób. W porównaniu do poprzedniczki miejscami jest kiepsko wykonana i posiada szereg niedociągnięć. Pomijam już nawet kwestię wadliwych motorów i te nerki przedliftingowe…

BMW F30

F20 - sedan

Generacja F30 poprawiła to i owo, znów wrócił poziom wykonania jak „sprzed” ery Chrisa. Dostała poprawiony w stosunku do poprzedniczki system infotainment, poprawiony i-drive i dopakowana została pod dach gadżetami rodem ze Star Trek’a. Niemniej wszystko ma swoją cenę, a ceną wrzucania losowych urządzeń RTV-AGD do bagażnika jest masa. Gość odpowiedzialny za nazewnictwo ewidentnie chciał zaznaczyć, że po przekroczeniu 90tki (e90) seria 3 dostała nowe życie i otworzyła nowy rozdział na kartach historii trójki. Ale to bzdura – F30tka zwyczajnie zbyt urosła. Zrobiła się za ciężka i pomimo, że spódniczkę i sneakers’y zamieniła na szpilki i sukienkę to przybyło jej tłuszczyku tu i ówdzie. Prezentuje się niezwykle genialnie i źle jej z oczu patrzy, ale nie mogę odnieść wrażenia, że klientem docelowym przestali być miłośnicy zakrętów. Zamieniono ich na prezesów, dla których liczy się przede wszystkim komfort na autostradzie, a od tego od zawsze była piątka i siódemka.

BMW G20

BMW g20

Ostatnia, siódma generacja dodała jeszcze więcej luksusu, gadżetów, LED’ów i komfortu. Odnoszę wrażenie, że to celowy zabieg – odkąd w gamie BMW pojawiła się sportowa seria 1, 2? Coupe?… zaczynam gubić się w tym „niemieckim porządku”… w każdym razie odkąd to M2 stało się najmniejszym sportowym coupe Bawarczyków, serię 3 skierowano na tory niegdysiejszej piątki. Teraz to seria 1 czy też M2 (Nie wiem czemu tak jest, ale Niemcy widocznie wyszli z założenia, że tak jest logicznie. A jak historia nas zdążyła nauczyć, nie należy z nimi za bardzo dyskutować.) stała się małym, zwinnym autem do kręcenia bączków. Nie wiem czym stała się obecnie seria 3, chyba uległa manii zwiększania wszystkiego w imię pokazania się innym. W każdym razie czas najwyższy przejść do konkluzji.



Zasadniczo seria 3 miała być małym, kompaktowym autem osobowym o zacięciu sportowym. Miała to być propozycja dla tych, którzy przedkładają sportową nutkę ponad luksus i komfort podróżowania. Każda z odsłon kultowej trójki balansuje zwinnie pomiędzy komfortem a sportem, lecz niektóre z nich były zbyt oscentacyjne, inne zaś zbyt nudne. Dlatego moim osobistym zdaniem najbardziej charakterne BMW jakie wyjechało z Bawarii to E90.

BMW e90 seria 3 sedan

I zanim wszyscy się na mnie rzucicie krzycząc w niebogłosy, że jak to, przecież Chris Bangle i te nerki i przecież akapit temu tak po niej jedziesz… pozwólcie, że się wytłumaczę. Przede wszystkim biorę pod uwagę jedynie egzemplarz poliftowy – bo przedlift ma dosyć… charakterystyczny przód, że się tak wyrażę. E90 ma w sobie wszystko to, co kocham w beemkach. Ma to, czego petrolhead kupujący beemkę potrzebuje – przepiękną, lekką linię. Mocne, sześciocylindrowe silniki i cudowne prowadzenie. E90 nie jest oscentacyjna, nosi już makijaż ale nie potrzebuje botoksu. Najważniejsze jednak jest to, że ma prawdziwe serce. To ostatnia Beemka, która wciąż gloryfikuje sześć cylindrów w rzędzie. To ostatnia seria 3, w której sportowe emocje stawiane są ponad wszystkie inne aspekty użytkowe auta. To jedyna seria 3, która w najmocniejszej swojej odmianie M3 ma widlastą ósemkę, która brzmi jak auto żywcem zdjęte z toru. Dlatego mój typ to właśnie e90. Pomimo, że nie jest doskonała i miewa swoje humory to dla mnie ma największe serducho. Miała ciężkie dzieciństwo ale wyrosła na prawdziwą damę o drapieżnym spojrzeniu. To ostatnia beemka, w której 325i oznacza 2,5 litrową R6-tkę. A nie ma nic śmieszniejszego niż BMW z dwulitrowym turbodoładowanym silnikiem z oznaczeniem 330i. No chyba, że 60 letnia gwiazda po kuracji botoksem. Hej Bawarczycy, kogo Wy chcecie oszukać? W co Wy się tam teraz bawicie? W sklep dla idiotów?


BMW 3 z perspektywy Grzegorza

Mateusz już dokonał wyboru swojego BMW, w takim razie teraz czas na mnie.

Rozpatrując klasyki dużo bardziej przekonuje mnie E30, a nie E21. Dlaczego tak? Otóż to właśnie E30 otrzymało pierwszą w historii odmianę M3, a nikogo nie trzeba raczej przekonywać, że M3 jest legendą. Powstaje tylko pytanie – czy ja chcę klasyka?

Słynne E36 również jest autem pięknym i kultowym. Niestety zostało zmechacone przez garażowy tuning, a co za tym idzie… no właśnie, czy to czasem nie będzie mi przeszkadzać?

Kolejne na naszej liście jest E46. Ze względu na ceny używanych modeli jego także powoli dotyka garażowy tuning. Jednak z drugiej perspektywy jest to ostatnie manualne BMWe (stosunkowo nie dużo elektroniki), a więc… to może być ten!

Następnie mamy E90, które z profilu przypomina zgrabną trójkę. Niestety wystarczy przyjrzeć się tej generacji odrobinę uważniej żeby dostrzec, że wszędzie maczał palce “słynny” Chris Bungle. Te drobne “zawirowania” sprawiają, że brakuje jej elegancji poprzednich trójek. Do tego E90 posiada pierwszy system iDrive z którego BMW było tak dumne, że we wnętrzu odnoszę wrażenie, jakby to nie kierowca grał pierwsze skrzypce tylko elektronika.

Przedostatnia generacja, czyli F30, jest również mocno napakowana elektronicznymi “gadżetami”. Na szczęście BMW już tak bardzo się tym nie chwali. Dodatkowe ekrany i bajery zostały zgrabnie wkomponowane w pierwotny projekt wnętrza… jednak tym co najbardziej kusi jest wersja 340i, która posiada napęd na jedyną, słuszną w Bimmerze oś oraz 326 KM.

Najnowszy model G20 to w zasadzie lepsza wersja F30 ale mam wrażenie że BMW znowu bawi się w dziwaczne eksperymenty. Otrzymujemy zatem spłaszczone, ogromne nerki, bo takie są modne. Całości dopina nadmuchane, wręcz grube nadwozie co sprawia, że brakuje jej tej lekkości pierwotnych trójek. Jest jeszcze kolejny problem, a mianowicie najmocniejsza wersja dostępna jest wyłącznie z napędem AWD. W pewnym sensie to dobra wiadomość ale powstaje w mojej głowie kolejna wątpliwość – czy ja aby na pewno chciałbym BMW z napędem na wszystkie koła? Odnoszę wrażenie, że w takiej konfiguracji traci się odrobinkę zbyt wiele “radości z jazdy”.

Co wybrać?

Klasyki odpadają, bo nie każdy ma garaż, żeby non stop przy nich grzebać. Nie ma co ukrywać, że zarówno E21 jak i E30 wymagać będą ode mnie ciągłych dostaw niekończącej się miłości, uwagi i czułości.
Słynne E36 także odpada, bo patrząc na niego wciąż przed oczami mam wielki garażowy spojler. Z podobnych względów nie widzę siebie w E90 – nie mogę przetrawić tego nieszczęsnego romansu Bawarczyków z Chrisem…
Z podobnego powodu odpada G20, czyli model w którym BMW na siłę chce dopasować się do aktualnych trendów. Wiem, że dziś wszystko musi być wielkie, spasione i przerysowane – ale proszę Was, trójka to miała być zgrabna, sportowa limuzyna!

Zatem na placu boju zostaje już tylko dwóch zawodników – E46 oraz F30. Nie będę ukrywać, że gdybym miał wybierać pomiędzy eMkami, wziąłbym E46. Ale rozpatrując zwykłe, seryjne sedany – skuszę się na F30 340i. Dlaczego? Bo jeśli dostaję 326 KM, to chcę mieć możliwość czerpania radości z jazdy. Bo jeśli BMW, to tylko RWD 😉

A Ty co wybierasz? Daj nam znać w komentarzu!

I pamiętaj…
Życie jest zbyt krótkie, żeby jeździć autem bez charakteru !


Źródła:
wheelsage
RWD

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments